ks sebastian mandrysz 1data święceń: 12.05.2012

w parafii 2012-2015 oraz od 2018.

Na świecie pojawiłem się w pierwszych dniach stycznia 1987 roku. Nie za wiele pamiętam z tego czasu, ale dzięki Bogu i uprzejmości rodziców, mogłem powolutku zacząć się rozwijać. Nie potrafiłem doczekać się dnia swoich narodzin... aż w końcu nadszedł ten upragniony czas: 8 października 1987 roku. Mama wspominała, że trochę to trwało zanim mogła mnie wziąć na swoje ręce. Czas szybko leciał, a ja rosłem jak na drożdżach. Szczególnie moja głowa. Jak żartują sobie najbliżsi, ponoć to ona urosła pierwsza, a wiele lat później dogoniły ją pozostałe części ciała. Swoje dzieciństwo spędziłem w Rybniku, a konkretnie w dzielnicy Boguszowice Stare. Tam też ukończyłem Szkołę Podstawową nr 16 oraz Gimnazjum nr 7. Potem pierwszy odpowiedzialny wybór, czyli "co dalej?". Zawsze marzyłem o dwóch rzeczach: aby zostać astronautą i polecieć w kosmos oraz aby pomagać ludziom, leczyć ich - po prostu być lekarzem. Pierwsze marzenie szybko legło w gruzach. Tak więc wybór szkoły był prosty: I LO im. Powstańców Śląskich w Rybniku, profil biologiczno-chemiczny. Tak też się stało. Oprócz szkolnych obowiązków moje życie toczyło się wokół parafii, a szczególnie we wspólnocie Dzieci Maryi. W niej, podczas kursu na animatora, pierwszy raz usłyszałem słowa "... bo cię kocham człowieku. Pójdź za Mną...", ale gdzie? Niedługo potem się dowiedziałem. Tak spełniłem swoje drugie marzenie... zaraz po maturze zamieszkałem w gmachu na ulicy Wita Stwosza 17 w Katowicach, gdzie kilka lat później ukończyłem Wyższe Śląskie Seminarium Duchowne stając się lekarzem ludzkich dusz. Na świecie pojawiłem się w pierwszych dniach stycznia 1987 roku. Nie za wiele pamiętam z tego czasu, ale dzięki Bogu i uprzejmości rodziców, mogłem powolutku zacząć się rozwijać. Nie potrafiłem doczekać się dnia swoich narodzin... aż w końcu nadszedł ten upragniony czas: 8 października 1987 roku. Mama wspominała, że trochę to trwało zanim mogła mnie wziąć na swoje ręce. Czas szybko leciał, a ja rosłem jak na drożdżach. Szczególnie moja głowa. Jak żartują sobie najbliżsi, ponoć to ona urosła pierwsza, a wiele lat później dogoniły ją pozostałe części ciała. Swoje dzieciństwo spędziłem w Rybniku, a konkretnie w dzielnicy Boguszowice Stare. Tam też ukończyłem Szkołę Podstawową nr 16 oraz Gimnazjum nr 7. Potem pierwszy odpowiedzialny wybór, czyli "co dalej?". Zawsze marzyłem o dwóch rzeczach: aby zostać astronautą i polecieć w kosmos oraz aby pomagać ludziom, leczyć ich - po prostu być lekarzem. Pierwsze marzenie szybko legło w gruzach. Tak więc wybór szkoły był prosty: I LO im. Powstańców Śląskich w Rybniku, profil biologiczno-chemiczny. Tak też się stało. Oprócz szkolnych obowiązków moje życie toczyło się wokół parafii, a szczególnie we wspólnocie Dzieci Maryi. W niej, podczas kursu na animatora, pierwszy raz usłyszałem słowa "... bo cię kocham człowieku. Pójdź za Mną...", ale gdzie? Niedługo potem się dowiedziałem. Tak spełniłem swoje drugie marzenie... zaraz po maturze zamieszkałem w gmachu na ulicy Wita Stwosza 17 w Katowicach, gdzie kilka lat później ukończyłem Wyższe Śląskie Seminarium Duchowne stając się lekarzem ludzkich dusz. 

Pierwszych szlifów „lekarskiego fachu” uczyłem się w Orzegowie, do którego znowu powróciłem. Tym razem jednak w innej roli – rezydenta. Choć przede mną jeszcze dwa lata studiów doktoranckich z katechetyki na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim oraz pomoc w prowadzeniu ruchu Dzieci Maryi w naszej diecezji, postaram się jak wtedy, zostawić i tu swoje serce.